Oddychała spokojnie, wyglądała na opanowaną. Jednak tak naprawdę była wściekła. Pod stołem zaciskała bezsilnie pięści, starając się utrzymać sztuczny uśmiech na twarzy.
- On ich rani. powiedziała cicho, ledwo powstrzymując drżenie swojego głosu.
- Nie da się ukryć, że tak właśnie jest. jej rozmówczyni patrzyła w okno zamyślona.
- Więc czemu na to pozwalasz?
Tsunade stała plecami do niej.
- Naruto wyrośnie na wspaniałego shinobi. Jednak musi mieć.. powód, by nim zostać. Sakura także. Ganianie tego szczyla po całym świecie może im pomóc. przez chwilę myślała nad swoimi słowami w milczeniu. Myślisz, że mnie to nie wścieka? Że patrzę spokojnie, gdy ta dwójka cierpi, bo rozpieszczony bachor był na tyle głupi, by ulec manipulacji?!
- To nie jest rozpuszczony bachor. On po prostu..
- Wiem, Mirashi. Jednak ty doskonale wiesz, że to nie ma znaczenia. Popełnił błąd.
Mirashi wstała i uśmiechnęła się.
- Wiem.
Leżała w łóżku i patrzyła w sufit. Była ciągle wściekła po tym, co usłyszała od Tsunade, jednak teraz myślała bardziej trzeźwo. Nagle uznała, że nie zaśnie i nie usiedzi w domu. Wstała i ubrała się. Wychodząc, nie wiedziała co chce zrobić. Jednak gdy podczas nocnego spaceru zawędrowała niedaleko domu Sakury
Choć było późno, w jej pokoju paliło się światło. Postanowiła kulturalnie zapukać i wejść oknem. Sakura siedziała na łóżku, więc szybkim ruchem otworzyła okiennicę i wpuściła Mirashi.
Dziewczyny nigdy nie były ze sobą w szczególnym kontakcie nie rozmawiały, nie wiedziały o sobie praktycznie nic.
Sakura trzymała w ręku zdjęcie. Mirashi spojrzała na nie i delikatnie wyjęła je z jej rąk. Spojrzała na trójkę dzieciaków, które tak dobrze pamiętała, na zmulonego Kakashiego. Naruto
Roześmiana Sakura
- Brakuje ci go, prawda? Mirashi spojrzała na dziewczynę ze zdjęcia. Wydoroślała od tego czasu.
- Sasuke..? Sakura zamyśliła się. Bardzo
bardzo za nim tęsknimy.
- Taak
Naruto też go kocha. Mogę usiąść?
- Jasne.
Mirashi przyglądała się jeszcze długo fotografii.
- Co na niej widzisz? zapytała nagle Sakura.
- Ja? Widzę coś, co Sasuke zmarnował. Mirashi uśmiechnęła się ponuro. Jego życie, zmysły, uczucia i przyjaciół.
- To nie jego wina. To nie on decydował.- głos Sakury drżał.
- Miał wybór. Jego winą jest to, że nie potrafił rozpoznać właściwej ścieżki, chociaż dostawał znaki.
Sakura milczała. Nie spodziewała się, że pierwsza wizyta Mirashi będzie tak bolesna.
- Itachi.. Nienawidzę go. Zadał mu tyle bólu.
- Taak.. A on, zapominając o tym, sam zaczął zadawać ból innym.
Z oczu Sakury popłynęły łzy.
- Dlaczego nie jesteśmy w stanie sprowadzić go do domu?
Przytuliła się do starszej koleżanki.
- Nie chce słuchać. Ma ten swój cel, który musi osiągnąć. A potem?
- Wróci.. wyszeptała słabo Sakura.
- Wróci? Spokojny, normalny, skory do żartów i bez celu w życiu?
Jej zielone oczy rozszerzyły się. Była na tyle inteligentna, by domyślić się, że Mirashi ma rację. Jeśli Sasuke straci cel, który przyświecał mu od dzieciństwa.. co zrobi?
- Jeśli znormalnieje
Ha, wątpię. Będzie o tym myślał. Czy musiało być tak, czy dobrze zrobił, co nim powodowało, co chciał osiągnąć, co sobie myślał. Stos pytań. Brak spokoju ducha.
Sakura zacisnęła pięści i jeszcze bardziej wtuliła się w Mirashi. Co zrozumiała? Na pewno zdała sobie sprawę, że sprowadzenie Sasuke do Konohy nie będzie końcem kłopotów, że być może nigdy już nie odnajdą w sobie przyjaciół sprzed kilku zaledwie lat. Nagle wyobraziła sobie to koszmarne uczucie, gdyby okazało się, że razem z Naruto ścigają tylko
-..wspomnienie.
Mirashi uśmiechnęła się smutno.
- Dlaczego z tymi Uchiha zawsze jest taki problem? Dlaczego
- powiedziała Mirashi, zamyślona. Mamy taki sam problem, odwrotny jednak. Okazuje się, że obie gorąco nienawidzimy jednego z dwóch pozostałych Uchihów.. a drugi.. drugiego darzymy pozytywnymi emocjami, lecz równie gorącymi.
Sakura podniosła na nią wzrok.
- Itachi..?
- Itachi.. zaczęła Mirashi.
Jak to się działo, że w ciągu kilku godzin potrafiły zżyć się ze sobą tak mocno? Doskonale się rozumiały. Co z tego, że gdyby któraś z nich spotkała
Tak naprawdę stały w tym samym miejscy po przeciwnej stronie, naprzeciwko siebie. Obie byłyby jednak w stanie pogodzić się ze szczęściem drugiej, nawet, gdyby oznaczałoby to smutek drugiej.
Wyszła od Sakury po kilku godzinach rozmowy. Mirashi czuła w sobie pustkę i dziwne otępienie, zupełnie jednak nie powodowane sennością. Postanowiła, że nie wróci do domu. Rozgoryczona, myślała o tym, ile czasu spędza nad rozwodzeniem się nad swoim bratem lub Itachim. Stanowczo za dużo. Przed jej oczami ukazał się budynek policji. Wiedziała, gdzie chce iść.
Szła martwymi ulicami, wiatr przestał wiać. Każdy jej krok odbijał się echem od uliczek. Pamiętała te ulice, kiedy jeszcze były pełne roześmianych twarzy. Ludzi, których nie znała, którzy pracowali, uczyli się, cierpieli czy kochali. Czy oni wszyscy musieli zginąć?
Szła po cichym cmentarzu
Pamiątki z krwi na ulicach. Ledwo widoczne, dawno wsiąkły w ziemię, nadal jednak były rozpoznawalne, ciemniejsze plamy na jasnym podłożu. Kto to miał sprzątać? Chłopczyk, który co noc zastanawiał się, co zrobił w życiu nie tak?
Wiatr przemówił, rozbudzając na chwilę martwą ulicę śmiechem ludzi. Do niej, prosto w jej rozłożone ramiona biegł roześmiany, czarnowłosy chłopczyk. Zdała sobie sprawę, że kuca i rozkłada szeroko ręce. Jego tu nie było. Szła dalej, aż natrafiła na to, czego szukała. Ich dom
Kiedy była mała, uwielbiała skakać po drzewach, zwiedzać nowe miejsca i rozrabiać. Zwiedzała właśnie ten zakątek miasta sharingan, gdy spadła z drzewa prosto pod ten dom. Sasuke był w akademii, Itachi i jego ojciec na misji. W domu została tylko matka. Gdy zauważyła, co się dzieje, wybiegła z domu by jej pomóc. Mikoto była bardzo czułą, delikatną osobą. Zaniosła małą dziewczynkę do swojego domu. Opatrzyła sporą jak na takie dziecko ranę, tak dobrze, jak umiała. Nie była jednak medycznym ninja i wiedziała, że ból pozostał.
Mirashi pamiętała, że to było niedługo po znalezieniu domu w Konoha. Była bardzo mała, a Mikoto nic o niej nie wiedziała. Postanowiła użyć genjutsu, by Mirashi zapomniała, lub nie zdawała sobie sprawy z bólu.
Gdy tylko spróbowała, Mirashi roześmiała się. Wytłumaczyła, że genjutsu na nią po prostu nie działa. Potem, ku zdziwieniu kobiety po prostu wstała.
Potknęła się i upadła. Wyrwało ją to z zamyślenia, doprowadziło też do ciekawego spostrzeżenia. Gdy była mała, nie reagowała na ból. Tu, w Konoha był tak mały, że nie czuła go nawet, doświadczona przez tamte zdarzenia
Dopiero z czasem, zapominając ten okres w swoim życiu, zaczęła być wrażliwa na ból.
Weszła do mieszkania. Starała się nie oddychać, gdyż każdy dźwięk zakłócał spokój tego miejsca. Sasuke na pewno zmienił tu wiele rzeczy, jednak..
Przeciągnęła ręką po ścianie, a jej serce o mało nie stanęło.. Ściany wszystko pamiętały. Mogły opowiedzieć wzruszającą opowieść o cierpieniu. Aż czuło się smutek tego domu, ocierający się o plecy, delikatnie muskający opuszki palców. Zapomniała, jak się oddycha. Zresztą, to było nieważne, w tej sytuacji i tak nie umiałaby zaczerpnąć oddechu. Doprowadzenie czegoś do płuc zdawało jej się zwyczajnie niemożliwe, a przecież łapczywie brała powietrze do ust, oddychała.
Wyszła na zewnątrz, zupełnie zbita z tropu. Granatowe niebo rozciągało się nad jej głową, pełne błyszczących jasno, żółtych gwiazd.
Usnęła na drewnianym wejściu do domu, na siedząco, opierając się o barierkę.
- ..będziemy żyć razem, choćby oznaczało to, że mnie znienawidzisz. Oto, na czym polega bycie starszym bratem















Devious Comments
..no i dotrzymałam towarzystwa do samego wstawienia..
Z mojej strony wpływa fav, ktory czekał na kliknięcie od dłuzszego czasu. Nadeszła więc pora. Powtarzac sie nie musze, wiesz za co go dostajesz, co w tym ów jest 'chwytającego'.
Oui, dziękuje za dedykaciątko :3
--
[link]
Dziękuję za dawno obiecanego fava ^^
--
>>> [link] <<<
>>> [link] <<<
--
Maniaków anime prosimy TUTAJ -> [link] ^^
--
.. my english is very bad
i love nanako-chan
and Kakashi is my daddy?
i'm in luV with Yoh, HoroHoro, Ed Erlic and RockLee
and you
kiss my ass!
ღCiumiCiumiFAN
--
>>> [link] <<<
>>> [link] <<<
--
>>> [link] <<<
>>> [link] <<<
--
[link]
--
Maniaków anime prosimy TUTAJ -> [link] ^^
--
>>> [link] <<<
>>> [link] <<<
--
>>> [link] <<<
>>> [link] <<<
Previous Page12345... Next Page